
Maszt w Gąbinie po katastrofie.
Przyczyny katastrofy (c.d.):
W chwili zawalenia się maszt
był w fatalnym stanie technicznym i katastrofa była nieunikniona.
Od 1974 roku, tj. od chwili oddania do
użytku tej unikatowej w skali światowej konstrukcji inżynierskiej, do 1988 r. (a wiec przez
14 lat) nie była ona poddawana zabiegom konserwacyjnym i niezbędnym remontom. Nie
uwzględniono faktu, że maszt o takiej wysokości jest narażony na nieznane dotychczas
przeciążenia, jak też szybsze - od zakładanego - starzenie się. Wznosząc
tę konstrukcję, nie przejmowano się zbytnio problemami związanymi z bieżącą
konserwacją ani też przeprowadzeniem generalnego remontu. Dzisiaj, z perspektywy czasu,
można powiedzieć, ze gąbiński kolos przerósł wyobraźnię ówczesnych
właścicieli i eksploatatorów.
Pierwszy "Raport o stanie technicznym konstrukcyjnych obiektów wysokościowych"
został opracowany w grudniu 1982 roku przez mgr Zbigniewa
Zarembskiego. Cytuję fragment dokumentu: "Nie sprecyzowane
były zasady okresowych, kompleksowych przeglądów technicznych,
odpowiedzialności za całokształt planowania remontów i konserwacji obiektów;
sprowadzały się one w zasadzie do zabezpieczeń antykorozyjnych oraz pomiarów
pionowości masztów. Nawet w tak ograniczonym zakresie, na skutek braku farb,
możliwości przerobowych oraz wyposażenia w specjalistyczny sprzęt techniczny, prace te nie
były wykonywane zgodnie z potrzebami".
W dalszej części Raportu, w pkt. 4 pt. "Zabezpieczenie przed skutkami
drgań aerodynamicznych wież i trzonów masztów oraz przeciwdziałania drganiom lin
odciągowych masztów" czytamy, że w maszcie radiostacji gąbińskiej w czasie
przeglądu konstrukcji ujawniono "pęknięcie spoin spawalniczych i rurowych elementów
wyższych segmentów trzonów masztów i łączników konstrukcji wsporczych anten".
I dalej w pkt. 5: "Jednocześnie prototypowe warunki pracy masztu o dotychczas niespotykanej
wysokości, emitującego sygnały wysokiej częstotliwości z nadajnika radiofonicznego o mocy 2 MW
powodują, że mamy do czynienia z dodatkowymi, nowymi problemami technicznymi, nie spotykanymi przy eksploatacji innych obiektów."
"Raport o stanie technicznym wysokościowych konstrukcji - masztów,
wież eksploatowanych przez Okręgowe Urzędy Radiokomunikacji" został
sporządzony w czerwcu 1988 roku. Po nawiązaniu współpracy z Klubem
Tatrzańskim przy ZSP w Krakowie sporządzono wówczas dokumentację
fotograficzną miejsc uszkodzeń lin, izolatorów, oporników upływowych i ich konstrukcji
mocującej. W omówieniu dokumentacji fotograficznej stanu technicznego masztu wskazano na
następujące uszkodzenia:
,,- pęknięcia konstrukcji stężeń trzonu masztu. Opracowano w 1985 roku dokumentacje naprawy
pęknięcia konstrukcji,
- konstrukcja trzonu masztu została przy
montażu pokryta galwanicznie cynkiem i zabezpieczona farba. Obecnie, zwłaszcza w
części wysokościowej, brak pokrycia antykorozyjnego farba,
- większość oporników upływowych wraz z
konstrukcją mocującą w odciągach jest uszkodzona,
- 7 szt. izolatorów jest uszkodzonych,
- liny odciągowe najwyższego poziomu na wszystkich kierunkach
są w 13 miejscach bardzo poważnie uszkodzone w wyniku poprzerywania się drutów w linach przy
wyjściu z kielichów. Udokumentowano przypadki zerwania się pojedynczych drutów
więcej niż jednej zewnętrznej warstwy w linie tj. więcej niż 42 szt. na ogólna liczba
127 szt.
W sierpniu ub. roku w trakcie przeprowadzania planowanej konserwacji lin
odciągowych ujawniono dwa przypadki popękania lin odciągowych najwyższego poziomu
odciągów. Uszkodzenia prowizorycznie zostały zabezpieczone. W maju br. podczas kontroli wykonanych w ub. roku
zabezpieczeń i odwinięciu drucianych owijek z lin ujawniono dalszych 13 przypadków przerwania
się lin najwyższego poziomu odciągów. Próby ulokowania zamówienia na wykonanie nowych lin
spotkały się z odmową ze strony wykonawcy ze względu na trudności technologiczne obecnej produkcji tego typu lin stalowych w kraju."
W raporcie z 1988 r. zasadniczymi przyczynami niepodejmowania tych prac
był brak:
"- jednolitych norm i wymagań technicznych,
- diagnostycznego sprzętu i przyrządów pozwalających na obiektywną ocenę stanu technicznego lin stalowych, ich
zakotwiczeń oraz powłok antykorozyjnych,
- sprzętu technicznego pozwalającego na bezpieczne poruszanie się pracownika
wzdłuż lin odciągowych wraz z aparaturą pomiarowo-kontrolną,
- wyspecjalizowanej kadry pracowniczej posiadającej kwalifikacje zawodowe i uprawnienia techniczne do pracy na
wysokości."
Ówczesny dyrektor naczelny Mostostalu Zabrze, Adam Brzeziński, powiedział w wywiadzie dla "Dziennika Zachodniego" z 23 marca 1992 r.
"Główny błąd popełniono
przed przystąpieniem do robót. Mostostal powinien był wówczas sporządzić raport o stanie technicznym obiektu,
określający stopień ryzyka, jakie niesie za sobą remont nadwyrężonego masztu.
Wyjaśniłoby to dzisiaj sytuację prawną firmy, tym bardziej, że jako jedyna w kraju
zgodziła się przeprowadzić tak trudną operację· Specyfiką tak wysokich konstrukcji jest istnienie
odciągów, które decydują o stabilności ustroju. Zerwanie lub zwiśnięcie jednego z
odciągów prowadzi do katastrofy, szczególnie wtedy, kiedy długości wyboczeniowe konstrukcji
są stosunkowo duże."
Reasumując: wydaje się, że katastrofa była nieunikniona.
Strona prywatna Jerzego
Jędrzejkiewicza
sierpień 2006